Nowe Audi TT to już trzecia generacja tego sportowego modelu. Zawsze miałem do niego pewną słabość. Pamiętam kiedy pokazano pierwszy prototyp – niemal 20 lat temu. Zupełnie nowe podejście do stylistyki budziło skrajne emocje. Mnie się podobało. Jak jest z nową „tetetką”? Jest dobrze. Naprawdę dobrze. Miałem okazję poznać nowe Audi TT z bliska i pojeździć nim trochę. Powiem szczerze, że zrobił na mnie świetne wrażenie. Zarówno pod względem możliwości układu jezdnego, jak i zamontowanej w nim techniki, z Audi Virtual Cockpit na czele. Ale po kolei.

fot. Michał Szymaczek

Audi TT / fot. Michał Szymaczek

Nowe Audi TT nie ma zegarów, nie ma ekranu nawigacji na środkowej konsoli, nie ma też osobnego panelu klimatyzacji, a jego nadwozie nigdy nie zardzewieje. Jeśli dodać do tego rasowy wygląd i świetny napęd oraz sprytnie skalkulowany cennik (cena testowanego egzemplarza, po dobraniu opcji, bez których nie ma tego efektu „wow” wzrosła z 180 tys. do 280 tys. złotych!), mamy przepis na czysty zysk.

Nowe Audi TT pokazuje, jak ponadczasowa jest stylistyka tego modelu od momentu premiery jego pierwszej generacji, a właściwie pierwszego konceptu (zdjęcie poniżej). A było to w roku 1995, podczas salonu samochodowego we Frankfurcie, kiedy świat ujrzał Audi TT Concept. Podobał mi się jak nie wiem co. Wersja produkcyjna przyszła trzy lata później i różniła się od prototypu zaskakująco mało. Prawie niczym. Później, przez trzy kolejne generacje, zmieniało się to i owo, ale sylwetka samochodu została zachowana.

fot. Audi

Audi TT Concept z 1995 roku / fot. Audi

Audi TT / fot. Michał Szymaczek

Audi TT z 2014 roku / fot. Michał Szymaczek

Trzecia generacja Audi TT jest tylko o centymetr szersza od poprzedniej, ale w połączeniu z większym o niemal 4 cm rozstawem osi daje to wyczuwalną różnicę podczas jazdy. Znacznie lepszy jest rozkład masy, a kierowca siedzi dokładnie pośrodku, między obiema osiami, co z kolei zapewnia lepsze czucie samochodu.

We wnętrzu nowego Audi TT miejsca jest naprawdę dużo, szczególnie w porównaniu z poprzednikiem. Fotele są obszerne, a pozycja za kierownicą optymalna. Do gustu nie przypadł mi jedynie zbyt gruby wieniec kierownicy i bardzo wąskie lusterka wsteczne, zapewniające zaledwie minimalną widoczność. Z tyłu tradycyjnie znalazła się namiastka kanapy, gdzie dorosłe osoby raczej nie mają czego szukać.

Rewolucją jest miejsce pracy kierowcy. Jak napisałem wcześniej – nie ma zegarów, ekranu nawigacji i panelu klimatyzacji. Oczywiście nie tak dosłownie. Sterowanie klimatyzacją przeniesiono bowiem na okrągłe otwory nawiewu, które swoim kształtem przypominają turbiny silnika samolotu. W ich centralnej części znajdują się wyświetlacze i przyciski, którymi można ustawić temperaturę czy siłę nadmuchu. Z kolei ogrzewanie foteli włączane jest podobnymi przyciskami, umieszczonymi w skrajnych bocznych nawiewach. Świetny pomysł, który pozwala odciążyć konsolę środkową.

Stamtąd właśnie zniknął też ekran systemu multimedialnego. Trafił za to tam, gdzie zwykle montowane są klasyczne zegary, czyli tuż pod linią wzroku kierowcy. Prędkościomierz i obrotomierz są po prostu wyświetlane na 12,3-calowym monitorze systemu Audi Virtual Cockpit. Tam też pokazywane są wszelkie dostępne opcje, włącznie z ekranem nawigacji. W wersji dostępnej za dopłatą system obsługuje kartę SIM z internetem LTE, który umożliwia uruchomienie trybu mapy korzystającej z widoku satelitarnego Google Earth. To genialne rozwiązanie bardzo ułatwia podróż w nieznane miejsca.

Audi Virtual Cockpit / fot. Michał Szymaczek

Audi Virtual Cockpit / fot. Michał Szymaczek

Obsługa systemu multimedialnego MMI wymaga nauki i przyzwyczajenia, bo też dostępnych możliwości jest bez liku. Po jednym dniu jazdy kierowca zacznie jednak biegle poruszać się po rozbudowanym menu, zwłaszcza że podstawowe i najbardziej przydatne opcje dostępne są za naciśnięciem kilku przycisków.

Niemniej ważny od nowatorskiego podejścia do miejsca pracy kierowcy jest napęd nowego Audi TT. Tutaj pod maskę trafiły czterocylindrowe silniki – w modelu TT 2-litrowe benzynowe TFSI o mocy 230 KM i 370 Nm momentu obrotowego, które przyspiesza do „setki” w zaledwie 5,3 sekundy oraz 2-litrowy diesel TDI o mocy 184 KM i momencie obrotowym 380 Nm, który do 100 km/h startuje w 7,1 s, zużywając średnio zaledwie 4,2 l/100 km.

Dostępny jest jeszcze model TT S z mocniejszą odmianą 2-litrowego TFSI. 310 KM i 380 Nm pozwalają na iście sportowe osiągi, bo 4,6 s do „setki” to poziom dostępny wcześniej w modelu TT RS. Strach pomyśleć, co trafi pod maskę nowego TT RS!

Tak dobre osiągi nowe Audi TT zawdzięcza m.in. obniżeniu o 50 kg masy własnej (nadwozie w całości z aluminium) i współczynnikowi oporu powietrza sięgającemu jedynie 0,29. O świetną trakcję dba natomiast doskonały napęd quattro, który w każdych warunkach przekazuje minimum 10 proc. napędu na tylną oś i rozdziela go pomiędzy poszczególne koła w zależności od warunków drogowych.

Audi TT / fot. Michał Szymaczek

Audi TT / fot. Michał Szymaczek

W trybie Dynamic opcjonalnego systemu Audi Drive Select, poza utwardzeniem zawieszenia, zmienionej pracy skrzyni biegów i układu kierowniczego, tylna oś dostaje jeszcze więcej sił napędowych, dzięki czemu zarówno start z miejsca, jak i pokonywanie zakrętów, odbywa się bez zrywania przyczepności i z maksymalnym wykorzystaniem charakterystyki samochodu. Możliwe jest wytrącanie tylnej osi z toru jazdy za pomocą operowania pedałem gazu i podróżowanie w kontrolowanym poślizgu, niemal jak w aucie tylnonapędowym. Na suchej nawierzchni TT wciąż jednak zachowuje się bardziej jak przednionapędówka, wykazując lekką tendencję do podsterowności.

Jak pokazała jazda próbna na torze Ośrodka Doskonalenia Techniki Jazdy w Międzychodzie, prawa fizyki zostały przez inżynierów Audi oswojone i niemal całkowicie okiełznane. Nawet wyścigowy mistrz Mateusz Lisowski, który uczestniczył w pokazie, nie krył swojego uznania dla napędu nowego TT. I rzeczywiście, bardzo dynamiczna jazda po torze z kostki brukowej, ostre dohamowania i nawroty oraz zakręty na matach poślizgowych pokazały, że Audi TT nadaje się nie tylko do podróżowania w dobrym stylu po drogach publicznych.

Ile kosztuje nowe Audi TT? No właśnie. Ceny zaczynają się od niespełna 160 tys. zł, za wersję ze skrzynią manualną. Testowany egzemplarz z 230-konnym silnikiem, napędem quattro i skrzynią S-tronic to koszt minimum 183,5 tys. złotych, przy czym doposażenie w kilka niezbędnych opcji zwiększających bezpieczeństwo, komfort podróżowania i radość z jazdy, jak nawigacja korzystająca z map Google, system Drive Select, nagłośnienie Bang & Olufsen i wiele innych, podnosi cenę do poziomu ponad 280 tys. złotych. Tyle kosztował model, którym jeździłem podczas prezentacji.

Audi TT trzeciej generacji to świetnie dopracowane auto o wielu twarzach. Na zwykłych drogach w miarę komfortowo – jak na samochód sportowy na 19-calowych kołach i oponach o profilu 35 – z włączonym trybem Comfort, przewozi pasażerów z punktu A do punktu B. Do tego zmieści ponad 300 litrów bagażu na weekendowy wypad za miasto. Ale kiedy tylko na zdjęciu satelitarnym w Google Maps, wyświetlanym przez system Virtual Cockpit, kierowca zauważy na swojej drodze tor wyścigowy, może bez kompleksów i bez ograniczeń ze strony samochodu przełączyć w tryb Dynamic i dać upust swoim wyścigowym zapędom.