Ale o co chodzi, jak „nowy diesel”? Powiecie, że przecież diesel to czysta oszczędność, pomysł rozwijany od początków motoryzacji, a samochody hybrydowe to jakiś wynalazek eko-oszołomów. Co więcej, w potocznej opinii hybrydy są kosmicznie drogie, ciężkie (wina baterii), ciasne w środku (wina baterii) i nic nie warte, a do tego „na pewno drogie w użytkowaniu”. Bo przecież skoro ładowane dzień w dzień baterie w laptopach czy smartfonach po dwóch latach nadają się do wyrzucenia, to dlaczego tu miałoby być inaczej? A ileż to musi kosztować jak się już zepsuje! No i szwagier-mechanik może mieć problem z naprawą, bo to ten silnik elektryczny i nawet rozrusznika to-to nie ma, ani alternatora…

fot. Michał Szymaczek

fot. Michał Szymaczek

Pora zmierzyć się z tymi mitami. W tym celu wziąłem na tapetę samochód, o którym sporo się ostatnio mówi. Oczywiście w dużej mierze za sprawą wielkiej kampanii reklamowej, ale nie tylko. Okazuje się, że sprzedaż na polskim rynku mocno rośnie, a że polski klient rozsądnie kalkuluje każdy tego typu zakup, coś w tym musi być!

Toyota Auris Hybrid Touring Sports. Wymówieniem nazwy tego auta zajmiesz znajomym kilka sekund życia.

- Czym jeździsz?

- A wiesz, Toyotą Auris Hybrid Touring Sports.

- Jak, jak?

- No, Toyotą Auris Hybrid Touring Sports!

- Aha… Okej… Eeee… Nie kojarzę. Więcej >